Indiańska kuchnia cz.2 wg Marka Cichomskiego - Wioska indiańska Huu-Ska Luta

Wioska indiańska Huu-Ska Luta
Przejdź do treści
Indiańska kuchnia czyli niuchając po indiańskich garach cz.2
INDIAŃSKA KUCHNIA - PRZEPISY KULINARNE cz. 1
zebrane przez Marka Cichomskiego
copyright by Marek Cichomski
INDIAŃSKA KUCHNIA - PRZEPISY KULINARNE cz.2
zebrane przez Marka Cichomskiego
PAPRYKA
POMIDORY
RYŻ WODNY
SASAFRZAN
SŁONECZNIK
SYROP KLONOWY
WĘGORZ I RYBY
ZIEMNIAKI i BATATY
ŻURAWINA
copyright by Marek Cichomski
"Indiańska kuchnia cz.2" nie jest zbiorem tylko typowych dla Indian i tylko przez nich przyrządzanych pokarmów.
Jest tu to wszystko o jedzeniu, co w jakiś sposób wiąże się z Indianami.  Są więc jadłospisy, ciekawostki kulinarne no i przepisy.
Te  ostatnie jednak nie zawsze są przepisami samych Indian, ale są  przytoczone z tego względu, że albo do ich wykonania wykorzystuje się składniki pochodzące pierwotnie z Ziemi Indian, albo też dlatego, że ich nazwa mocno wiąże się z samymi Indianami, lub też z zamieszkiwanymi przez nich terenami. A tak jak różnili się między sobą poszczególne plemiona indiańskie, tak i też różnił się sposób ich odżywiania. Może więc na początek przyjrzymy  się nieco tym różnicom, przemierzając obie Ameryki od Alaski do Ziemi  Ognistej.

Jak pisał William Boutron:
"Indianie Creek magazynowali łuskane orzechy hikory w swoich  miastach. Widziałem setki korców tych orzechów należących do jednej  rodziny. Miażdżyli je na kawałki, wrzucali na gotująca wodę, która po  przelaniu przez drobne sito oddzielała bardziej oleista część cieczy;  nazywali to określeniem 'mleko hikorowe'. Jest ono tak słodkie i pożywne  jak świeży krem i jest składnikiem większości ich potraw dodawanych  zwłaszcza do mamałygi i ciast kukurydzianych."

Orzeszki ziemne były prawdopodobnie najbardziej pożywnym i  uzupełniającym pożywieniem, które rosło dziko na Południu USA. W  "chudych" miesiącach Indianie używali ich jako substytutu, gotując je w  gęstych zupach u duszonych potrawach.
Kobiety Indian Creek i Seminole miały zwyczaj podawania "świeżych ryb i  owoców". Tym samym często podawały obydwa te posiłki na raz, gotując na  parze ryby wraz z pomarańczami lub dzikim winogronem, tworząc przez to  posiłek bardziej delikatnym i smaczniejszym.
O mięsnym żywieniu Indian Hopi z przełomu XIX i XX wieku Don Talayesva powiadał w sposób następujący:

"Lubiliśmy mięso i jadaliśmy niemal każde, które można było dostać.  Starzy uczyli nas zastawiać pułapki na torbskocze, świstaki, ursony,  borsuki, wiewiórki i turkawki. Dorośli zastawiali pułapki z ciężkich  głazów na kojoty, lisy, żbiki i inne duże zwierzęta.
Niekiedy  wybierali się daleko, by polować niedźwiedzia lub jelenia. Gdy udało się  zabić duże zwierzę, przynosili je do domu, przykrywali ślubną szatą,  palili górski tytoń nad nozdrzami zabitego zwierzęcia i prosili je o  wybaczenie. Modlili się również do bogini Matki Dzikich zwierzą, by  zesłała nam więcej zwierzyny.
Zbierali się w wielkie grupy piesze  lub konne i polowali na króliki z psami i zakrzywionymi kijami do  rzucania. My, mali chłopcy, robiliśmy sidła z włosia końskiego na ptaki.  Nauczyłem się łapać drozdy za pomocą włosia, umocowanego jako pułapka  na końcu łodygi słonecznika, z robakiem na przynętę. Strzelaliśmy  również z łuku do ptaków i małych zwierząt. ale zakazywano nam zabijać  stworzenia, którego nie mieliśmy zamiaru jeść.
Ptasich jaj nie jadano, chociaż jadano jaja kurze i indycze. Nie  jadaliśmy mięsa indyków, ale wyrywaliśmy im pióra do modlitewnych  pałeczek używanych podczas obrzędów. Pouczono nas, że nie wolno nigdy  jeść jastrzębi, wron, orłów, wężów, jaszczurek, mrówek, owadów,  chrząszczy i żółwi słodkowodnych. Niektórzy jadali psie mięso, ale inni  uważali to za hańbę.
Wszyscy jadaliśmy konin, mięso osłów i mułów  ale ośle było najlepsze. Przypatrywaliśmy się kastrowaniu baranów i  capów i jadaliśmy wycięte części. Lubiłem to mięso. Kastrowaliśmy  również konie i osły, ale to mięso rzucano psom."

Z opowieści tegoż samego Dona Talayesva dowiedzieć się można o zmianach zachodzących w jadłospisie Indian Hopi:
"Ucieszyłem się, gdy następnego dnia na śniadanie dostałem w domu mojej  siostry tradycyjne pierogi Indian Hopi zrobione z mąki niebieskiej  kukurydzy. W jakiś czas potem kiedy moja żona gotowała pomyślałem sobie,  że mam już dość tych wymyślnych potraw. Gdy zawołała mnie do jedzenia,  powiedziałem:
- Chciałbym trochę jedzenia Indian Hopi.
- Co ci się stało? - Zapytała. - Nie smakuje ci moje jedzenie?
- Owszem - odpowiedziałem szybko - ale jestem pełnokrwistym Indianinem  Hopi i chciałbym jeść tak jak Indianie Hopi zawsze jadali. Daj mi kilka  podpłomyków i trochę wody.
Podała mi to, o co prosiłem, i zagniewana dodała:
- Masz tu swoje jedzenie.
Sama zaś siadła do smażenia kartofli, jajek, chili i kawy z mlekiem  konserwowym. Na kolację mieliśmy pierogi Indian Hopi i smażone chili.  Norman zauważył, że nie wytrzymałbym długo na takim jedzeniu.  Przypomniałem mu, że starzy ludzie żyli znacznie dłużej aniżeli ci,  którzy jedzą to, co jadają Biali. I wystarczy by rolnicy białych mieli  zły rok, a będziemy musieli wrócić do strawy naszych przodków."

N. Scott Momaday o jedzeniu Indian Pueblo z polowy XX wieku opowiadał w sposób następujący:
"Jest w Jemez zwyczaj, że w czasie trwania festynu, wszystkie domy są  otwarte dla gości, każdy może wstąpić wiedząc, że będzie miło przyjęty.  Może się najeść do syta, bez względu na to czy był formalnie zaproszony,  czy nie.
Ja i moi rodzice zostaliśmy zaproszeni na ucztę do domu  Joe R. Teyo. Zostaliśmy też przyjęci po królewsku. Jadło, które było  gorące i które podawano nam bezustannie, okazało się nie tylko apetyczne  w wyglądzie i zapachu, ale także wspaniałe w smak. Najpierw podano  łagodny gulasz kukurydziany, zwany posole. Robi się go z suszonej  kukurydzy (jest to cos podobnego do mamałygi) i kości wieprzowych z  niewielkim dodatkiem chili; sos tej potrawy jest rzadki i wspaniały.
Gulasz ten należy do moich najbardziej ulubionych potraw na świecie.  Niemal na każde święto Bożego Narodzenia marzyłem o tym pełnym przypraw  dymiącym, indiańskim posle. Drugą potrawą była gęsta zupa z chili i  wołowiny, Miała kolor cegły i była zdecydowanie ostrzejsza w smaku.  Trzecia - też z wołowiny i chili - była właściwie ciemnoczerwoną pastą z  chili, która paliła usta i sprawiała, że człowiekowi pot tryskał  wszystkimi porami czoła. Kiedy to zjadłem, całą swoja istotą błagałem o  wodę, gotów byłem oddać wszystko za chociażby łyżkę zimnej wody. Nie  otrzymałem jej. Podawano tylko kawę, i to tak gorącą, że parzyła mi  język.
W ten sposób nauczyłem się raz na zawsze jeść na festynach  Jemez w stylu Jemez, to znaczy brać chleb i maczać go w ostrych  potrawach, smakując delikatnie i z rozwagą oraz ze szczególnym  szacunkiem. Wierzę, że ten dobry, pożywny sotobalough po to właśnie  istnieje. Jest to wilgotny, słodkawy, o twardej skórce i miękkim środku  porowaty chleb. Służy do maczania i nie ma nic lepszego od niego. Na  dodatek na stole znajdowała się też wielka rozmaitość owoców, sucharów,  ciast i ciasteczek."
Mieszkańcy Jemez gustują też w smakowitym gulaszu z królika.
Podstawowym pożywieniem Indian kalifornijskich były przez tysiące lat  żołędzie. Zapasy żołędzi przechowywano w plecionych zbiornikach i w  miarę potrzeby ucierano na mąkę.
Niesmaczny kwas taninowy  wypłukiwano z takiej mąki wrzątkiem. Aby ugotować papkę, wsypywano mąkę  do ciasno plecionych koszyków i zalewano wodą, doprowadzając ją do  wrzenia przez wrzucenie rozpalonych kamieni.
Koszyki i warząchwie do  mieszania papki stanowiły jedyne niemal wyroby owych żywiących się  żołędziami plemion. Indianie ci nie byli zmuszeni głodem do hodowania  zwierząt domowych lub do uprawiania roli. Żyli po prostu z dnia na  dzień, karmiąc się orzeszkami, nasionami traw, korzonkami, rybami,  królikami i płową zwierzyną.

Aleksander Hołyński przebywając u Indian kalifornijskich w połowie XIX wieku zauważył:
"Ich podstawowym pożywieniem było ciasto z mąki żołędnej wypiekane w  piecu jak chleb. Nigdy w życiu nie próbowałem czegoś tak pozbawionego  smaku - zupełnie jakby żuło się wapno (...). Od czasu do czasu łowią  ryby, które konserwują ususzone na wielkie zimowe festyny. Nie gardzą  żadnym mięsem od końskiego do szczurzego."

Indianki Tepaneca z dawnego Meksyku niemal codziennie przynosiły  na sprzedaż różnorakie płody jeziora: ryby i żaby, ptactwo wodne i  jadalne korzenie, przypominające smakiem kawior jaja axayacatla (gatunek  dużej wodnej muchy) czy też żelatynową i bardzo pożywną masę z jego  larw.
Przy wielkim bogactwie roślin uprawianych, Indianie Mexica z  Ameryki Środkowej mieli mało zwierząt domowych. Hodowali różne rasy psów  (z których jedną wyłącznie dla mięsa), nigdy jednak nie używali psów  jako zwierząt pociągowych.
Z ptactwa domowego pierwsze miejsc  zajmowały indyki, chociaż pewne dane świadczą o tym, że hodowali również  gęsi, kaczki i przepiórki.
Ślimaki żyjące na pniach agawy jeszcze  dziś pojawiają się jako delikates na meksykańskim stole, podawane wraz z  inną, typowo aztecka potrawą guacamole, mieszaniną pomidorów, awokado i  pieprzu.
Zjadali też małe rybki łowione przy pomocy sieci lub  trójzęba. Przyrządzali również rodzaj pasztetu z jajeczek składanych  przez pewną odmianę muchy na wodach jeziora; potrawę tę dziś jeszcze  jada się w Meksyku. Zjadali także gąsienice maguey pieczone w liściach  agawy. Jedli i jaszczurki w słodkawym sosie z soku kaktusa saguaro lub  zapiekane w placku z mąki fasolowej.
O dawnych Indianach Mexica i amarancie napisano:
"Ziarna te wschodzą i dojrzewają wcześniej niż wszystkie inne - zbierają  je zanim kukurydza wyda pierwszy kłos. Robią z tej rośliny zimny napój i  ciasto, przyrządzane podobnie do tortilli".
Ponowne wprowadzenie upraw amarantu i produkowanie z niego żywności jest  jednym z ważniejszych projektów rolniczo-przemysłowych we współczesnym  Meksyku.
Współczesna kuchnia meksykańska jest odzwierciedleniem całej historii  swego kraju. Zderzyła się tam głównie kultur indiańska z hiszpańską.  Kuchnia meksykańska jest uznana przez smakoszy za jedną z najlepszych i  najbardziej urozmaiconych na świecie.
Na ogół stawia się ją w jednym  rzędzie z chińską, i choć nie jest tak wyrafinowana jak francuska, nie  ustępuje jej jeżeli chodzi o bogactwo składników.
Wśród bogactw, jakie Indianie ofiarowali światu niewątpliwie pierwsze miejsce zajmuje jednak czekolada.
Indianie  co prawda wieki całe przed tym, zanim o ich istnieniu dowiedzieli się  Biali, pijali kakao po różnymi postaciami, ale prawdziwa kariera  czekolady zaczęła się wtedy, kiedy jakaś nieuważna kucharka hiszpańska  zamiast do wody, wrzuciła kakao do mleka.
A w samym zaś Meksyku nie ma posiłku bez tortilli, czyli placka kukurydzianego.
Dziś na każdym rynku w Meksyku podczas pory obiadowej można zobaczyć  kilka rodzin tortilli. Mogą to być; płaskie i gorące, które zastępują  chleb, a także służą jako łyżka; enchilladas - naleśniki nadziewane  mięsem; tostadas - kawałki smażonych tortilli, którymi nabiera się ostry  sos guacamole; tostados posypane białym serem, kawałkami mięsa i zalane  śmietaną; empanadas - tortille grubsze, z całym brzegiem zawiniętym do  góry i nadziane czym się da: zależnie od miasta, wsi i zwyczajów wśród  nadzienia można rozróżnić smażoną czarną fasolę, cebulę, ser, pomidory,  aguacate i chili.
Od końca XVI wieku znany był występujący po dziś dzień u brazylijskich Indian  zwyczaj jedzenia ziemi. Brak żelaza powoduje anemię. Instynkt pcha więc  dzieci z północno-wschodniej części tego kraju do szukania w ziemi soli  mineralnych, których nie znajdują w swym codziennym pożywieniu,  sprowadzającym się do mączki z manioku, fasoli i , gdy szczęście  dopisze, kawałka suszonego mięsa. Dawniej indiańskie dzieci karano za  ten "afrykański zwyczaj" - nakładano im kagańce lub zawieszano je wysoko  nad ziemią w wiklinowych koszach.
Indianie Noamama z Amazonii żyją w klimacie w którym nie da się  robić zapasów żywności. Kiść bananów, przywieziony łodzią do domu,  wytrzymuje dwa, najwyżej trzy dni. Później banany czernieją i gniją. A  właśnie banany są tutaj podstawą wyżywienia. Są to banany odmiany  zielonej, warzywnej, nie nadające się do jedzenia na surowo, lecz tylko  po ugotowaniu. Dwa razy dziennie miska bananów. Tak przez wiele dni, bez  znaczącej odmiany. Marnym urozmaiceniem menu, pomijając małe rybki i  krewetki, jest sok z trzciny cukrowej.
Trzcinę, o obłupaniu z twardej kory, Indianin żuje po prostu, wysysając smaczny i pożywny sok.

Arkady Fiedler o menu Indian Chama znad Ucayali napisał tak:
"Indianie ci żywili się przeważnie rybami i bananami, które  przygotowywali na różne sposoby. Tak zwana putaraszka, ryba pieczona w  liściu pewnej palmy, mogłaby być przysmakiem także dla podniebienia  wybrednego smakosza. O każdej porze dnia spożywali niemożliwe ilości  ciapu, rodzaju zupy z rozgniecionych ręcznie, gotowanych bananów.  Przepadali za wódką trzcinową. lecz gdy jej nie mieli, pili masatu,  sfermentowaną jukę, którą kobiety przeżuwały przednio w ustach."

U Indian Kampa i ich sąsiadów, Indian Machiguanga, żyjących w Montanii peruwiańskiej, zanotowano opowieść o dobrym młodzieńcu, Księżycu o imieniu Kashiri.
Żył on na Ziemi w tych czasach, gdy ludzie nie posiadali jeszcze zębów i  karmili się wyłącznie gliną. Pewnego dnia ukazał się on jednej z  dziewcząt, która w tym czasie była akurat w okresie menstruacyjnym,  ofiarując jej bulwy manioku. Dziewczyna nie wiedział jednak jak  spożytkować niespodziewany dar, więc Kashiri musiał nauczyć ją najpierw  sposobów przyrządzania potraw z tej rośliny.

Ruggiero Rmano prowadząc w połowie XX wieku badania wśród Indian Sierry ekwadorskiej zanotował:
"Oto podstawowe produkty spożywane w prowincji Chimborazo: jęczmień,  różne gatunki cebuli, kalafior, kapusta, rzep, aji, oca, quinua, bób,  soczewica, wyka, łubin. Na ziemiach o łagodniejszym klimacie kukurydza  stanowi obok jęczmienia zasadnicze pożywienie Indian. Jednakże nie  wszystkie produkty przeznaczają Indianie na konsumpcję.
Mleko i  jajka wolą sprzedawać, aby uzyskać pieniądze na zaspokojenie innych  potrzeb. Ten zrodzony z konieczności zwyczaj jest do tego stopnia  zakorzeniony w niektórych wspólnotach, że Indianie w ogóle nie spożywają  wspomnianych produktów, nawet wtedy, kiedy otrzymują je za darmo.
Indianie lubią mięso (świnki morskie, jagnięta, króliki, kury), ale  spożywają je jedynie z okazji większych świąt rodzinnych, nabywając  wyłącznie na targach. Z wyjątkiem tych świątecznych okazji jedzą mięso  padłych zwierząt. Indianie wolą nade wszystko pożywienie płynne.
(...) Przy spożywaniu posiłków posługują się przyborami drewnianymi lub  glinianymi: pilches (garnuszki drewniane), huingos (okrągłe garnuszki  drewniane), ticucus (płaskie talerze gliniane), które dobrze przewodzą  ciepło, co pozwala na jednoczesne ogrzanie rąk. Potrawy płynne piją  bezpośrednio z talerz lub za pomocą łyżki, zwykle drewnianej; aby nie  parzyć ust jedzą zupę z brzegu talerza, a więc już nieco przestudzoną.
Każde danie kończą czyszczeniem talerza wskazującym palcem prawej ręki.  Dalszym czyszczeniem zajmują się psy, nikt bowiem nie troszczy się o  mycie talerzy."

Indianie Uru zmuszeni byli żywić się wyłącznie tym, co  dostarczała woda. Podstawą ich wyżywienia stała się trzcina totora.  Kłącza jej spożywano pieczone, gotowane lub rozgniecione na mąkę i rozprowadzane wodą. Lubili też ssać jej słodki rdzeń, a także  pozyskiwali z niej napój oszałamiający. Jadłospis ten uzupełniały ryby,  jaja wybierane z gniazd ptaków wodnych i ptaki zabite na polowaniu.

Auguste Guinnard o kuchni Indian Mapuche z połowy XIX wieku napisał tak:
"Żaden z tych Indian niczego nie zje ani nie wypije, póki nie ofiaruje  pierwociny bogu. W tym celu zwraca się do Słońca, boskiego posłannika  odkrawając kawałek mięsa lub strząsając kroplę wody na ziemię,  wymawiając przy tym odpowiednią mowę - modlitwę.
Większa część mieszkańców pampy posiada obecnie naczynia kuchenne  zrabowane podczas łupieżczych wypraw i posługuje się nimi, by  przyrządzać mięso. Obarczone tym obowiązkiem kobiety pilnują bacznie, by  jedzenie nie ugotowało się lub nie przypiekło za bardzo.
Nalewają  wody do kociołka, podgrzewają ją, siekają kawałki mięsa na drobne  cząstki, po czym wrzucają, a ledwie mięso zaczyna przybierać białawy  kolor, wyciągają je natychmiast, jakby było już dostatecznie ugotowane, i  zjadają czym prędzej z odrobiną soli, bowiem zastosowanie tej przyprawy  jest im znane. W plemionach podbitych widzi się Indian jedzących mięso  dobrze upieczone lub ugotowane, jednakże i ci za najwykwintniejszą  potrawę uważają surowe płuca, wątrobę i nerki wszelkich zwierzą, a nadto  wypijają z nich krew, podgrzaną lub skrzepniętą."

Indianie Yahgan z Ziemi Ognistej spędzali wiele czasu na  polowaniach. Przy pomocy harpunów, oszczepów, maczug i prostych pułapek  polowali na lwy morskie i foki, a nocy znienacka chwytali śpiące  ptactwo, czasami też wyprawiali się nawet na zabłąkanego wśród  przesmyków i kanałów wieloryba.
Kobiety Indian Yahgan oprócz przyrządzania posiłków, odzieży i czuwania nad małymi dziećmi, trudniły się zbieractwem.
Całymi godzinami brodziły w wodzie, wyławiając z niej małże i kraby,  wspinały się na trudno dostępne głazy i skały, aby z ptasich gniazd  wybierać jaja.
Dzisiaj rośliny oswojone pierwotnie przez Indian dostarczają prawie  połowę całej żywności świata. Podstawą zaś pożywienia są dwie z nich:  kukurydza i ziemniaki.

Indiańska kuchnia została opracowana przez Marka Cichomskiego wiele lat temu - źródło
INDIAŃSKA KUCHNIA. PRZEPISY KULINARNE cz. 2
przepisy zebrane przez Marka Cichomskiego
maniok
MANIOK

Budyń miodowy z tapioką
przepis na 6 porcji


Składniki:
1/2 szklanki tapioki, 1/2 szklanki wody, 1/4 szklanki mączki kukurydzianej,
3 1/2 szklanki mleka, 2/3 szklanki miodu, 1/4 łyżeczki imbiru, 1 łyżka masła,
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej, 1/4 łyżeczki cynamonu, 1/4 łyżeczki soli,
2 lekko ubite jajka

Wykonanie:
Przez 1 godzinę moczyć tapiokę w wodzie a następnie zmieszać ją z mąką kukurydzianą. Połączyć mleko z miodem i mieszając przyprawić solą i masłem.
Włożyć do podwójnego garnka i gotować, mieszając, przez około 45 minut, do chwili, gdy tapioka będzie "przejrzysta i miękka".
Wymieszać odrobinę gorącej mieszanki z jajkami i dodać je do tapioki.
Wylać do wysmarowanej masłem formy, wstawić do brytfanny z wodą i piec przez 1 godzinę w temperaturze 150ºC.
Schłodzić, lekko zamrozić i podawać.


Chicha Indian Jivaro

Antonio Halik napisał:
"Zasadniczym pożywieniem Jivarosów jest czicza albo masato, którą  kobiety przygotowują przeżuwając korzenie manioku i wypluwając papę do  garnków.
Znawcy utrzymują, że czicza przyrządzana przez kobiety  stare i pozbawione zębów jest smaczniejsza od tej, którą przeżuwają  młodsze.
Dlatego dobry mąż usiłuje jak najszybciej wybić żonie wszystkie  zęby.

Po trzydniowej fermentacji czicza jest gotowa jako napój i zarazem danie (...).
Zacuna, czwarta żona Tibiego, była dobrze wychowana - przed podaniem nam cziczy własnoręcznie wybierała utopione muchy i pająki, wysysając je,  żeby pokazać, że napój nie jest zatruty (...).

Indianie podają cziczę w glinianych naczyniach pomalowanych na czerwono; każda z żon niesie jedną taką czarę i nie wolno odmówić poczęstunku, bo gotowi są potraktować to jako powód do obrazy.
Czicza wygląda jak mętny napój jest o kwaśnym smaku. Jest te orzeźwiająca i ma wartości odżywcze.
miód
MIÓD

Budyń miodowy z tapioką
przepis na 6 porcji


Składniki:
1/2 szklanki tapioki, 1/2 szklanki wody, 1/4 szklanki mączki kukurydzianej,
3 1/2 szklanki mleka, 2/3 szklanki miodu, 1/4 łyżeczki imbiru,
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej, 1/4 łyżeczki cynamonu, 1/4 łyżeczki soli
1 łyżka masła, 2 lekko ubite jajka

Wykonanie:
Przez 1 godzinę moczyć tapiokę w wodzie a następnie zmieszać ją z mąką kukurydzianą.
Połączyć mleko z miodem i mieszając przyprawić solą i masłem.
Włożyć do podwójnego garnka i gotować, mieszając, przez około 45 minut, do chwili, gdy tapioka będzie "przejrzysta i miękka".
Wymieszać odrobinę gorącej mieszanki z jajkami i dodać je do tapioki.
Wylać do wysmarowanej masłem formy, wstawić do brytfanny z wodą i piec przez 1 godzinę w temperaturze 150ºC. Schłodzić, lekko zamrozić i podawać.
nasturcjaNASTURCJA

Sałatka z nasturcji
wg Indian Cherokee
przepis na 4 porcje




Składniki:
1 szklanka umytych, młodych liści nasturcji,
2 szklanki zielonej sałaty, 3 pory umyte i pokrojone

Sos:
1/3 szklanki oliwy, 1/4 szklanki octu winnego, 1 łyżka miodu,
1/2 łyżeczki soli, 1/8 łyżeczki świeżego pieprzu ziołowego

Wykonanie:
Wrzucić składniki sosu do miksera i ubić na jednolitą masę.
Pozostawić w temperaturze pokojowej do czasu przygotowania sałatki.
Włożyć wszystkie składniki sałatki do dużej drewnianej miski i delikatnie wymieszać. Przed podaniem wymieszać ponownie.
Opuntia inermis
OPUNCJA
Sałatka z opuncji

Każdy, kto miał styczność z tą rośliną, pamięta już z pewnością drobne kolce, które nie wiadomo kiedy powbijały mu się w ręce lub nawet twarz i które nijak nie można było stamtąd usunąć. Ale jak się okazuje i takie rzeczy Indianie potrafili zjeść.
A w celu zrobienia sobie sałatki z opuncji należy wziąć młode plaktykladie, czyli spłaszczone liścio-podobne łodygi. Występujące na ich wybrzuszonej powierzchni kępki kolców są łatwe do usunięcia ostrym nożem.
Po tym kroji się te liście w paski i gotuje około pół godziny.
Po ugotowaniu mają one kwaśny smak, podobny do ogórków kiszonych. Można to doprawiać różnymi sosami. Do celów spożywczych, jako warzywo, stosowana jest Opuntia inermis. Z tego gatunku wyselekcjonowano lokalną odmianę tlaconopol, uprawianą w okolicach miasta Meksyk.
Gdzie indziej jadane są inne gatunki.

orzechy laskoweORZECHY LASKOWE
Zupa z orzechów laskowych
A'la Indianie Iroquois

4 - 6 porcji


Składniki:
2 1/4 szklanki wyłuskanych orzechów laskowych
2 opakowania rosołu wołowego (4,5 g)
2 pory umyte i pokrojone, 2 łyżki posiekanej pietruszki
5 szklanek wody, 1 łyżeczka soli, 1/8 łyżeczki pieprzu


Wykonanie:
Umieścić wszystkie składniki w dużym garnku i gotować na wolnym ogniu przez 1 godzinę. Podawać gorące.
Można podawać małe porcje - zupa jest bardzo syta.
Chlebki orzechowe wg Indian Micmac
Składniki:
35 dkg obranych orzechów laskowych
3 szklanki wody
12 dkg mąki kukurydzianej
szczypta soli
1/2  litra oleju do smażenia

 Wykonanie:
Orzechy grubo posiekać, włożyć do garnka z wodą i gotować tak długo, aż uzyskają konsystencję piure.
W misce wymieszać mąkę i sól, dodać piure i zostawić ciasto do wyrośnięcia.
W garnku podgrzać mocno olej i wkładać na niego łyżką ciasto. Zarumienić z obu stron.
Ciastka z orzechów laskowych  wg
Indian Iroquois
2 - 14 małych ciastek
Składniki:
250 g wyłuskanych orzechów, roztartych lub zmielonych w młynku
2 szklanki wody, 1/3 szklanki mączki kukurydzianej
1 łyżeczka oleju, 1/2 szklanki oleju

 Wykonanie:
Zagotować utarte orzechy w wodzie i, mieszając, gotować na wolnym ogniu aż do uzyskania konsystencji papki.
Domieszać mączkę i sól i pozostawić na 20 minut do zgęstnienia.
Rozgrzać olej w dużym, ciężkim rondlu. Nabierać łyżką masę i upuszczać na olej. Zabrązowić dobrze z jednej strony, przewrócić, spłaszczyć powierzchnię i zabrązowić z drugiej strony. Podawać gorące lub wystudzone.
orzeszki ziemne
ORZESZKI ZIEMNE

Pieczone , świeże orzeszki ziemne
wg Indian Cherokee


Składniki:
1 kg wyłuskanych zielonych orzeszków
1/4 szklanki masła lub margaryny, sól do smaku

Wykonanie:
Włożyć orzeszki i masło (lub margarynę) na dużą brytfannę i prażyć na wolnym ogniu w temperaturze 149ºC przez 2 godziny, często mieszając.
Zdjąć z ognia, osączyć na bibule i posolić do smaku.


Zupa orzechowa wg Indian Cherokee

Składniki:
1 słoik wysuszonych, palonych orzeszków ziemnych,
2 szklanki mleka, 2 szklanki wody,
2 (5,4 grama) opakowania rosołu z kury,
1 łyżka posiekanego szczypiorku

 Wykonanie:
Posiekać dokładnie orzechy lub zmielić w młynku.Włożyć orzechy i pozostałe składniki do dużego garnka i ogrzewać, mieszając, przez 15 -20 minut. Podawać gorące. Dzielić na małe części - zupa jest pożywna.
ostryga
OSTRYGI

Zupa z ostryg
wg Indian Narraganset i Penobscot
6 porcji

Składniki:
1 kg wyłuskanych ostryg wraz z sokiem
1/4 szklanki masła
2 szklanki mleka
1/4 szklanki mączki kukurydzianej
1/2 łyżeczki soli
1/8 łyżeczki pieprzu

Wykonanie:
Umieścić ostrygi wraz z ich sokiem i masłem w dużym garnku. Wymieszać mączkę kukurydziana w 1/4 szklanki mleka.
Dodać resztę mleka i wlać do ostryg. Gotować na bardzo łagodnym ogniu, mieszając, przez około 25 minut. Przyprawić solą, pieprzem i podawać.
rdzenie palmowe
PALMA

Sałatka z rdzeni palmowych
4 porcje


Składniki:
2 puszki rdzeni palmowych, odsączonych
2 łyżki wina gronowego
2 łyżki drobno posiekanej pory
1/4 szklanki oliwki, 1 łyżeczka soli
1 łyżeczka papryki
1/8 łyżeczki pieprzu


Wykonanie:
Pokroić rdzenie palmowe w cienkie paski i ułożyć na małym, płaskim półmisku.
Wymieszać dodatki i posypać nimi rdzenie.
Przed podaniem odstawić sałatkę na około 30 minut w temperaturze pokojowej.

WIOSKA INDIAŃSKA HUU-SKA LUTA
RAVEN DARIUSZ LIPECKI
NIP: 8791531719
tel. + 48 607563104


                 

  Adres korespondencyjny:
   ul. Dziewulskiego 15 D /45
   87-100 Toruń
   e-mail: d.lipecki@gmail.com
Copyright © by Raven Dariusz Lipecki 2020
Wróć do spisu treści